Co znajdziemy we Frydmanie

Nieopodal rynku, przy uliczce biegnącej w stronę Dębna, znajduje się pochodzący z końca XVI w. kasztel, wybudowany przez G. Horvatha jako letnia rezydencja. Po licznych przebudowach niewiele zostało z jego pierwotnej architektury, znikła renesansowa attyka, z zewnątrz zobaczyć można tylko charakterystyczną bryłę, narożne wieżyczki i renesansowy wykusz. Wnętrza raczej się nie zwiedza, bowiem budynek jest w rękach prywatnych i pełni funkcje mieszkalne.

Stronie Śląskie noclegi

Za południowym ogrodzeniem i strumieniem znajdują się ukryte pod ziemią słynne frydmańskie piwnice.

Na zewnątrz widać tylko tzw. burghauzy, czyli niskie, opasłe, nieco podniszczone wieżyczki, w których są oryginalne wejścia (dziś dostępne tylko jedno). Piwnice to własność prywatna, trzeba więc zapytać o zgodę na ich zwiedzenie (u gospodarzy, w domu przy ul. Jana Pawła 6). Konieczna jest latarka, bo we wnętrzu jest ciemno i ślisko, można wypożyczyć ją za symboliczną opłatą od gospodarzy. Piwnice składają się z sześciu beczkowo sklepionych hal, trzech na każdym z dwóch poziomów, ułożonych równolegle i połączonych. Każda z hal ma ponad 100 m długości, ok. 7 m szerokości i kilka metrów wysokości. Kiedyś stały tu rzędy beczek węgierskiego wina, dziś tworzą się stalaktyty i stalagmit. Trzeba uważać, żeby się nie zgubić.